Reklama

alt

Szukając tańczących trytonów

Ada Jarzębińska, Apolonia Benicka

Publiczna Szkoła Podstawowa im. Orła Białego w Michałówce

Opiekun: Jadwiga Byks

 

Traszka - Triturus, swoją nazwę zawdzięcza strasznym stworom pół ludziom–pół wężom, otaczającym orszakiem boga mórz Posejdona. Jednak czy jest coś, co może łączyć te miłe, delikatne stworzenia i mitologiczne potwory? Tak, to ciągle jeszcze ich tajemniczość, wynikająca z nieczęstych kontaktów z ludźmi, stale pobudzająca ludzką wyobraźnię.

Te rzadko spotykane zwierzątka zaciekawiły i nas. W czasach, w których spotykanie dziko żyjącego gatunku w środowisku naszego życia, jest wyjątkiem, takie traszki, to prawdziwy rarytas. Zainspirowani informacjami na temat ich przebywania w niezbyt odległych miejscach, a konkretnie w okolicach Leśnej Ścieżki Przyrodniczo-Kulturowej w  Hucie Garwolińskiej, chcieliśmy poznać i zobaczyć te dotychczas nieznane nam zwierzęta. Poznawaliśmy literaturę, z której dowiadywaliśmy się szczegółów budowy, charakterystycznych cech poszczególnych gatunków i trybu życia. Podczas naszych leśnych, jesiennych wycieczek, nie udało nam się niestety znaleźć żadnej traszki. Nie daliśmy jednak za wygraną i powróciliśmy wiosną. W końcu żmudne poszukiwania przyniosły skutek – znaleźliśmy obiekt naszych poszukiwań, czyli traszkę. Okazało się, że była to samiczka traszki zwyczajnej, a nie traszka grzebieniasta, jakiej się tam spodziewaliśmy.alt Po chwili, udało się nam zobaczyć również samca i mogliśmy przypuszczać, że godowe ubarwienie stanie się zwiastunem powiększenia liczby mieszkańców leśnego stawu. Traszka zaskoczyła nas wielkością i wyglądem. Tylko w jakimś  stopniu przypominała opisywanych w książkach przedstawicieli swojego gatunku. Była malutka, delikatna, niewiele większa od małego palca, nie licząc prawie przeźroczystego ogonka, brązowawa, o szarozielonej skórze na grzbiecie, a na brzuszku żółtej, w ciemne plamki. Na pewno w niczym nie przypominała wężowo-ludzkiej natury mitologicznych trytonów.Przygotowując się do naszej małej ekspedycji, musieliśmy uzbroić się w nieprzemakalne buty, ponieważ szukając traszki w jej naturalnym środowisku mogliśmy zaryzykować nieoczekiwaną kąpiel. Takie zbiorniki muszą spełniać podstawowe kryteria: muszą to być w miarę czyste wody stojące lub cieki wodne, nie zamieszkałe przez ryby – takie środowisko stwarza optymalne warunki życia dla traszek. Niestety w wyniku zagrożenia, jakim jest zasypywanie i wysychania zbiorników wodnych, traszki nie mogą składać jaj, giną lub są zmuszone do poszukiwania nowych miejsc rozrodu, a co za tym idzie, trafiają pod koła samochodów i nogi pieszych. Nasze traszki miały więcej szczęścia. Odbywały prawdopodobnie gody, a my z zachowaniem ich „prawa do prywatności” mogliśmy tylko wyobrazić sobie jak wygląda taka scena. Samce swoim tańcem wabią do siebie partnerki - „tancerz” zagradza drogę wybrance, która na ten gest gwałtownie się zatrzymuje i nieruchomieje. Następnie samiec krąży wokół samicy wachlując przy tym energicznie ogonem zwróconym w jej stronę. Samiec stopniowo zacieśnia okrąg i obwąchuje samicę, a ona odpowiada tym samym. W końcu samiec zaczyna powoli uciekać przed samicą unosząc przy tym ogon i drżąc zostawia za sobą spermatofory, które zbiera samica. Plemniki uwolnione ze spermatoforów, biorą udział w zapłodnieniu jaj, do którego dochodzi podczas ich składania, kiedy to przesuwają się one przez kloakę w pobliżu zbiornika nasiennego. Samica przestaje interesować się samcem, aż do czasu złożenia porcji jaj, w ilości od kilkunastu do kilkudziesięciu. Wówczas, na powrót przystępuje do godów i znów trwa ten podwodny taniec. Gody definitywnie kończą się po zaniknięciu szaty godowej, co zwykle następuje po około miesiącu. Samice traszek, w trakcie składania jaj starają się je zawijać w liście roślin wodnych, co możemy obserwować i czekać na wyklucie się nowych pokoleń. Mamy nadzieję, że młodzi mieszkańcy tego leśnego stawu znajdą w nim również dobre miejsce do życia.